niedziela, 9 sierpnia 2015

Spojrzenie w przeszłość: mój problem kompulsywnego jedzenia






                       Jest późny wieczór. Wszyscy domownicy są zajęci życiem, kiedy w Twojej głowie nagle rodzi się podstępny plan. Ochota jest tak ogromna, że z trudem możesz się jej oprzeć. Próbujesz odciągnąć od siebie tę ruminację, jednak bezskutecznie. Jesteś już zmęczony całodniowym odmawianiem sobie wszystkiego. Zasłużyłeś na to, aby w końcu porządnie się najeść. Schodzisz na palcach do kuchni, sprawdzając czy nikogo nie ma w pobliżu. Wiesz co chcesz zrobić i nikt nie może Ci w tym przeszkadzać ani broń boże Cię nakryć! Kiedy już czujesz się wystarczająco bezpiecznie, otwierasz wrota do swojej królewskiej lodówki. Teraz jesteście już tylko we dwoje. Ty i ona… Pachnie tak cudownie a jedzenie wręcz do Ciebie woła! Nagle wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Cel jest tylko jeden. W końcu porządnie się najeść. Zegarek wskazuje już wpół do 22. A Ty znajdujesz się w innym wymiarze, opętany ogromną potrzebą pochłaniania wszystkiego co spotykasz na swojej drodze. Teraz, kiedy już wszystko zostało "sprzątnięte", jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki budzisz się z tego przerażającego amoku…  zupełnie jakby ktoś zdjął z ciebie klątwę... To jak jeden wielki koszmar. Jak mogłeś aż tyle w sobie pomieścić? Rozpoczynasz wewnętrzny dialog a Twoje sumienie podnosi bezwładną głowę. Już za późno… Znowu to zrobiłeś. Dlaczego nie potrafisz wytrzymać chociaż jednego dnia na diecie? Rano twój poziom motywacji był przecież na świetnym poziomie jednak z każdą kolejną godziną jakby zupełnie się wypalił. Bateria wewnętrznego samozaparcia została wyładowana? Ociężale zbierasz swój przepełniony żołądek sprzed kuchennego blatu… lub może krzywdziłeś się w jakimś innym, intymnym miejscu, np. w łazience? Dosłownie - krzywdziłeś. Nie był to przecież wyraz dbania o siebie. Właściwie nie do końca jesteś świadomy jak wiele tak naprawdę zjadłeś. Kilka godzin spędzasz na bezsennych przemyśleniach, ciężkich od jedzenia, poczucia winy i wstydu… Dobrze, że chociaż nikt się o tym nie dowie. Sytuacja jednorazowa… Jutro na pewno sobie poradzisz… To było coś w stylu ceremonialnego rozstania się z pewnym etapem w twoim życiu… Etapem kompulsywnego objadania się.

                    Mija kolejny dzień a Ty masz fatalny humor. Twój organizm ciągle jeszcze nie strawił wczorajszej uczty. Od rana nie jesteś w stanie włożyć niczego do ust, jednak kiedy wracasz ze szkoły sytuacja błyskawicznie się zmienia. Twój mózg znowu domaga się energii! I tym razem to musi być coś bardzo słodkiego! Wspaniała czekolada z orzechami z każdym kolejnym kęsem smakuje coraz gorzej, jednak to zupełnie w niczym nie przeszkadza - nie można przecież zostawić jej bez dobrej opieki. Lody waniliowe już wychodzą Ci nosem a na widok kolejnej pralinki Lindor robi Ci się słabo. Prawdę mówiąc w ogóle nie masz na nie ochoty, po prostu podkarmiasz swój zły nawyk. Zupełnie nie wiesz dlaczego, ale z jakiegoś konkretnego powodu musiałeś znowu się tego dopuścić. Początkowe uczucie nieziemskiej rozkoszy przeradza się w odrazę do siebie. Niemal czujesz jak Twoje ograniczenia stają się Twoim więzieniem. Co masz teraz zrobić? Jesteś w tym zupełnie sam… Normalni ludzie tak nie robią. Zaczynasz więc tuszować swój problem, z którego nikomu się nie zwierzasz. Czasami wydaje Ci się, że zacząłeś go kontrolować. Jednak w swoich myślach wciąż nie czujesz się swobodnie. Nieustannie kamuflujesz tajemnicę i wciskasz ją w najdalsze zakamarki swojego umysłu. Nigdy jednak nie możesz być w pełni spokojny, ponieważ nie przewidzisz z której strony zaatakuje pokusa… A jeżeli znów przeciąży siłą twoją wolę, na pewno jej ulegniesz.

                  To rzeczywiste obrazy pewnego etapu w moim życiu, którymi nie dzieliłam się przez bardzo długi czas. Właściwie dopóki nie dowiedziałam się, że kompulsywne jedzenie nie jest wyłącznie moim problemem. Była to eksplozja niekończących się kulinarnych pragnień, które nawarstwiały się z każdym dniem przestrzegania restrykcyjnej diety. Kiedy jest się modelką, nie można pozwolić sobie na odstępstwa. Każdy nadprogowy centymetr nie tylko obraca w proch twoje marzenia, ale przede wszystkim doprowadza cię do ruiny psychicznej. Tyle trudu zajęło mi wypracowanie "idealnych" wymiarów, że musiałabym upaść wtedy na głowę, żeby to tak po prostu zniweczyć. No dobrze, ale skoro czułam jakie to wielkie wyzwanie dla mojego organizmu, to dlaczego się go podjęłam? W tamtym czasie modeling był moją jedyną radością. Z ogromnym zaangażowaniem uczyłam się raczkować po jego scenie, a kiedy opanowałam już sztukę chodzenia, straciłam dla niego głowę. Cieszyłam się, że mogę stać się maleńkim elementem niezwykle ekscytującego świata, stworzonego dla kobiet a rządzonego przez mężczyzn. Niestety obciążenia, z którymi wówczas musiałam się zmierzać, nie pozwalały mi normalnie funkcjonować. Nie sądziłam, że kiedykolwiek o tym napiszę, ale moje osobiste doświadczenia nauczyły mnie wiele prawdy o sobie i ludziach. Każdy rok swojego liceum zaczynałam będąc kimś innym. I to właśnie pozwoliło mi na trafną analizę swojego szkolnego środowiska. W pewnej chwili, poczułam się nawet z niego odseparowana wyłącznie dlatego, że nie wpisywałam się w schematyczne oczekiwania moich rówieśników. Nie sądzę jednak aby był to dzisiaj mój znak ujemny. Przeciwnie. Stałam się osobą świadomą o niezależnych poglądach. Zanim to się jednak stało, musiałam przejść przez długą drogę.  Pamiętam chorobliwie zmarznięte dłonie, siniaki pojawiające się z błahych powodów, apatyczny nastrój, ciągłe zmęczenie zamknięte w zimnym grymasie twarzy, paraliżujący chłód i napięcie związane ze zmianą klasy oraz niestabilną sytuacją rodzinną. Moim pocieszeniem stało się wówczas jedzenie, które w tamtym okresie nabrało cech boskich. I tak z wystawowego manekina, w niespełna 7 miesięcy osiągnęłam apogeum swojej wagi, która szacowała się na 200% zawodowej. W tamtym okresie wiele osób (również mi bliskich), cieszyło się z mojej "porażki". Pragnę jednak podkreślić, że  tak naprawdę nigdy się jej nie doczekają. Nie trudno się domyślić, że moja "skandaliczna" sytuacja nie umknęła uwadze perorującego miasteczka. Nie istnieją przecież gorętsze tematy niż niepowodzenia naszych znajomych. Mimo wielkiej afery, byłam tym wszystkim przejęta wyłącznie na początku, ponieważ przez cały ten czas towarzyszyła mi jedna myśl. Wiedziałam, że pewnego dnia wszystko zmienię. Dzisiejszy świat jest olśniewający, ale w środku cuchnie zgnilizną. Jak mogliśmy aż tak się zepsuć, żeby wartościować ludzi na podstawie wyglądu? Gdzie się podział człowiek?

Postanowiłam, że chcę Ci o tym opowiedzieć tylko dlatego, żebyś nie musiał czuć się wtedy tak jak ja. Potrzebowałam prawie dwóch lat, żeby powrócić do siebie i nauczyć się słuchać swojego organizmu od początku. Lekcje z przeszłości pomogły mi ukształtować swój charakter, ale ten proces wciąż nie został zakończony. Empatia, nieustanna praktyka i niezawodna obserwacja - stały się narzędziami, które pomogły mi dokonać efektywnych zmian nie tylko w swoim, ale także w życiu innych. Największą nagrodą stało się dla mnie realizowanie swoich pasji i pomoc drugiemu człowiekowi.

Dzisiaj chcę Ci opowiedzieć w jaki sposób należy obchodzić się z "napadami wilczego apetytu". Zdaję sobie bowiem sprawę, jak destrukcyjne są skutki tych ataków. Nie udawaj, że ten problem Cię nie dotyczy, jeśli czytając wcześniejszą wizualizację poczułaś, że piszę o Tobie. Kiedy rozbierzesz go na części, zauważysz, że jego anatomia składa się z dwóch formacji. Formacji psychicznej, która destabilizuje formację cielesną oraz z formacji cielesnej, która dezorganizuje formację psychiczną. Słowa formacja użyłam celowo, ponieważ sugeruje ono współudział wszystkich procesów zachodzących w danej sferze. I tak np. niepozorne problemy w szkole, w przyszłości mogą rzutować na sposób radzenia sobie z obowiązkami. Układ stresowy ma pamięć doskonałą, a zatem wszystkie jego przeciążenia, nawet jeśli zostały wyparte z pamięci, są obecne w Twoim ciele i zawarte w biografii Twojego ciała i umysłu. Sytuacje stresowe wprowadzają organizm w stan kryzysowy i żeby sobie z nim poradzić potrzebuje on dużego nakładu energii. Chwila, chwila.. ale kto dokładnie potrzebuje tej energii? (Podejrzewam, że znasz odpowiedź.) Twój mózg! Jeżeli w warunkach silnego przeciążenia lub przewlekłego stresu, postępujemy zgodnie ze strategiami tłumienia układu stresowego znajdujemy się w dużym niebezpieczeństwie pułapek własnego umysłu. Kompulsywne jedzenie jest właśnie jedną z tych machinacji.


1. Pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić jest uświadomienie sobie swojego problemu. Dopóki alkoholik nie zidentyfikuje własnego uzależnienia nie może rozpocząć terapii. Tak samo jest z każdym innym nałogiem. Zdanie sobie sprawy z jego istnienia pozwala Ci dokładne przyjrzeć się jego budowie. Nierzadko ucieczka w narkotyki te mniej i te bardziej legalne - czyli również w jedzenie, jest spowodowana nierozpoznaniem własnych emocji. Zastanów się teraz, jakie uczucia towarzyszyły Ci najczęściej podczas nieopanowanej żądzy jedzenia. Czy było to rozdrażnienie? Stres? Podniecenie? A może bezradność? Chwyć w objęcia swoje emocje i zamiast je odtrącać - zaopiekuj się nimi. Są częścią Ciebie. Twoje uczucia są Twoimi dziećmi, ponieważ to w Tobie przychodzą na świat. Kiedy się od nich oddalasz, zbliżasz się do ich wielkiego wybuchu. Kiedyś w końcu przychodzi granica każdej wytrzymałości. Kompulsywne jedzenie jest jedną ze strategii tłumienia obciążenia układu nerwowego. 

2. Twój mózg jest poddawany nieustannemu treningowi. Permanentne powtarzanie pewnych zachowań prowadzi do wytworzenia specyficznych połączeń neuronalnych, które wbudowują się w pamięć mózgu. Jeżeli w drodze do pracy, codziennie przechodzisz koło piekarni wabiącej Cię zapachem świeżo wypiekanych drożdżówek, Twój mózg zapamięta Twoje wrażenia zmysłowe. A zatem spacer do pracy będziesz kojarzył Ci się odtąd z silnym apetytem na coś słodkiego. Twoja sieć neuronowa jest jednak plastyczna. Chociaż pamięć w ciele migdałowatym nie ginie, możliwe jest wytworzenie nowego szlaku neuronalnego. Dlatego aby wyzbyć się złych nawyków, trzeba stopniowo zastępować je lepszymi. Jeżeli rozpoznasz okoliczności, w których odczuwasz gwałtowny popęd do jedzenia i zaczniesz świadomie usuwać je ze swojego życia, przestaniesz być magnesem, który przyciąga pokusę.

3. Nie tylko jednak Twoja strefa psychiczna jest winna brutalnym napadom głodu, ale także to jak jesz i jak traktujesz swój dom - organizm. Mózg, który ma pierwszorzędne zapotrzebowanie na energię czasami nie może przebić się w stosunku do ciała. (Możesz pogłębić wiedzę na ten temat tutaj.) Podrzuca Ci wówczas myśli krążące wokół jedzenia, ponieważ jest niedożywiony. Dlatego ogromną głupotą jest podejmowanie się kuracji odchudzającej, która nie jest dostosowana akuratnie do potrzeb Twojego organizmu. Niejednokrotnie wygląda to tak, że niemiłosiernie ucina się kalorie, albo grupy pokarmowe, takie jak węglowodany - co nie tylko okazuje się olbrzymim szokiem dla całego organizmu, ale również ma krótkofalowe, oczekiwane rezultaty. Jeżeli zauważasz u siebie symptomy niekontrolowanego "rzucania się" na jedzenie powinieneś w tej właśnie chwili wyzbyć się wszystkich narzucanych sobie wcześniej ograniczeń, ponieważ jak sam widzisz - one zawiodły. Jedzenie powinno odbywać się w naturalny sposób a Twój organizm jest zobowiązany samoistnie się o nie upominać. Zanim to się stanie musisz uwolnić się ze wszystkich kajdan manipulacji, które ukrywają się w zewnętrznych bodźcach, błędnych sygnałach, stresie czy doświadczeniach życiowych. Dopiero kiedy poczujesz się w pełni niepodległy wobec złudzeń, możesz zacząć bezwzględnie polegać na informacjach przekazywanych przez Twój organizm.

4. Kolejną niepokojąca sprawą, jest fakt, że wielu ludzi odczuwa niezwykle silną więź z jedzeniem. Traktuje je nie tylko jako pocieszenie czy nagrodę, ale odprawia wokół niego także wiele niepokojących rytuałów, takich jak choćby rozpuszczanie w ustach kostki czekolady a następnie paniczne jej wypluwanie. (Pomińmy fakt, że trawienie zaczyna się już w jamie ustnej.) Wszystko tylko po to, żeby chociaż przez chwilę odczuwać przyjemność. Dobrą metodą eliminacji tego typu zachowań jest znalezienie innego satysfakcjonującego zajęcia, które skierowane jest na nasze zrealizowanie. Czasami wystarczy wyjście na spacer, rozmowa z przyjacielem, czy dobra książka. Jedno jest pewne, trzeba unikać destrukcyjnej nudy. Ona pozwala by do Twojego umysłu wkradały się nieproszone natrętne myśli. Jeżeli jesteś łasuchem i często masz ochotę na słodycze naucz się przygotowywać ich zdrowe alternatywy. Dzięki temu nie tylko będziesz mógł spełnić swoje życzenie, ale także będziesz pewny, że dbasz o swoje zdrowie. 

5. Cenną praktyką jest uroczyste spożywanie każdego posiłku. Kiedy przygotowujesz dla siebie śniadanie, ciesz się z możliwości jego przygotowania. Delektuj się jego smakiem, uświadamiaj sobie jak długą drogę musiało pokonać aby mogło gościć na Twoim talerzu. Nie pozwól aby cokolwiek Cię wówczas rozpraszało. Bądź tylko Ty i Twoje jedzenie. Nie myśl o problemach ani obowiązkach. Zapewne wiele razy przegryzałeś coś w biegu i nawet nie zdążyłeś się zorientować co i kiedy właściwie zjadłeś. Dlatego od teraz skup swoją uwagę tylko na tej chwili, w której się znajdujesz. Dostrzeżesz wówczas w sobie niesamowite pokłady wdzięczności i koncentracji. Dzięki tej praktyce Twój mózg zapamięta moment konsumowania przez Ciebie posiłku a Ty nie będziesz głodny fizjologicznie ani emocjonalnie tuż za kwadrans.

6. I ostatnie, najistotniejsze- rozmawiaj ze sobą. Żeby świadomie i szczęśliwie kształtować swoją wizję siebie, trzeba zdawać sobie sprawę na jakim etapie życia jest się aktualnie.  Nie musisz się wszystkim podobać. Nie szukaj akceptacji na zewnątrz bo nigdy jej tam nie znajdziesz. Ludzie nie lubią ludzi, którzy odnoszą sukcesy i wykorzystują każdą sytuację żeby podcinać im skrzydła. Przede wszystkim skup się na sobie i eksploruj swoje wnętrze. Zdziwisz się jak uważny wgląd pozwala uwolnić się od wszystkich napięć i konfliktów. Bądź nastawiony na swoje potrzeby i uważnie je interpretuj. Nie myśl w ten sposób: "muszę się najeść na zapas", "od jutra będę się już trzymał", "raz na jakiś czas nic się nie stanie". Sądzę, że doskonale zdajesz sobie sprawę, że są to kłamstwa, którymi zagłuszasz swoje sumienie. To że właśnie teraz masz ochotę "solidnie się nawpieprzać" może być skutkiem zablokowania emocji, których nie jesteś świadomy, ponieważ starasz się je od siebie odseparować. Ale może również być efektem tego, że źle się odżywiasz albo nie traktujesz siebie z szacunkiem. I to ostatnie pojęcie jest pionierem, w kwestii dbania o siebie. Mimo, że na ogół jesteśmy egoistami to jednak zapominamy o centralnych potrzebach - takich jak ruch, holistyczne zdrowie, praca nad sobą, nieustanna edukacja i rozwój. Żeby osiągać wielkie rzeczy, trzeba wyjść ze strefy komfortu.

Bądź aktywny w chwili ataku. Nie poddawaj się jemu bez walki. Nie pozwól by zawładnął Twoim ciałem i umysłem. Zdiagnozuj jego kierunek. Czy na prawdę jesteś głodny? Czy chcesz po prostu odpocząć od codziennych problemów? A może dawno nie robiłeś czegoś co przynosi Ci uśmiech i szczęście? Jeżeli rozpoczniesz solidną pracę nad sobą, w rezultacie uda Ci się osiągnąć stan, w którym Twoje impulsywne jedzenie stanie się strefą, którą będziesz mógł trzymać w szachu. Z własnego doświadczenia wiem, że zanim będziesz mógł czuć się bezpieczny, czeka Cię dużo indywidualnej pracy. I nawet jeśli pewnego dnia poczujesz się już ostatecznie oswobodzony, musisz nieustannie zabiegać o to żebyś to właśnie TY RZĄDZIŁ I DECYDOWAŁ O SWOIM ŻYCIU.































poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Gdzie się podziało Twoje TERAZ?



DLACZEGO NIE POTRAFISZ SIĘ CIESZYĆ Z ZAPINANIA GUZIKÓW?


Czy zastanawiałeś się kiedyś jak wielką radością jest branie prysznica? Albo jak cudownym źródłem szczęścia jest mycie zębów? Jeżeli nie, to właśnie przegapiasz świetną okazję. Okazuje się, że te prozaiczne czynności mogą być niezwykle przyjemne. Podobnie jest ze zmywaniem naczyń, przygotowywaniem śniadań a nawet zapinaniem kurtki na suwak. Zapewne te błahe, rutynowe czynności wykonujesz każdego dnia jak większość ludzi - automatycznie. Czynisz mechaniczne ruchy analizując w myślach jak wiele masz jeszcze dziś do zrobienia będąc rozdartym między jutrem a wczoraj. A gdzie się podziało Twoje teraz?

Zupełnie w taki sam sposób jak kształtujesz w sobie nawyk codziennego zmieniania bielizny, picia porannej kawy czy codziennego czytania - tak samo musisz wyrobić sobie nawyk bycia wolnym. Wolnym od czego? Zarówno przeszłość, która dostarcza nam smutku i żalu tak jak i przyszłość budząca niepokój i zmartwienie mogą być więzieniem. Więzieniem, z którego musimy się wydostać. Teraźniejszość zawiera w sobie zarówno przeszłość jak i przyszłość. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś w stanie zmienić tego co się stało, jednak doznane w przeszłości doświadczenia są obecne w Twoim Teraz. Możesz dzięki temu wejść z nimi w interakcję i je przekształcać. Możesz także wpłynąć na przyszłość. Jesteś w stanie już dzisiaj czuć, że Twoje dzieci i wnuki istnieją w Tobie, nawet jeśli jeszcze nie przyszły na świat. Kiedy spojrzysz na drzewo zimą, nie będzie na nim liści, kwiatów ani owoców. Jeżeli uda Ci się jednak spojrzeć w głąb tej rośliny zdasz sobie sprawę, że liście, kwiaty i owoce są już w niej zawarte. To nie łatwe, ale tylko kiedy nauczysz się postrzegać wszystkie rzeczy w świetle międzyistnienia i współzależności uwolnisz się od takich pojęć jak koniec i początek, narodziny i śmierć, wnoszenie i opadanie. Zauważ, że chmury nie umierają. Mogą jedynie zmienić się w śnieg lub w lód. Nigdy nie stają się niczym. Pierwsza zasada termodynamiki mówi "nic się nie rodzi i nic nie umiera; wszystko ulega transformacji".

Kiedy siedzisz lub idziesz czuj się swobodnie. Pozwól by wypełniała Cię lekkość i radość. Idąc przed siebie uświadom sobie w pełni swoje istnienie, ponieważ każdy Twój krok jest uroczystością.  Poruszanie się w taki sposób to celebrowanie życia. Niestety, prawdopodobnie jesteś przyzwyczajony do życia w pośpiechu i robisz to od dawna. Tymczasem co jest Ci więcej potrzebne abyś naprawdę był szczęśliwy? Niektórzy ludzie są zmuszeni brać udział w wojnach, są prześladowani ze względów politycznych i religijnych, czy siedzą w więzieniu. Ty natomiast znajdujesz się w otoczeniu, które zapewnia Ci wiele wolności. Masz mnóstwo powodów do szczęścia, tylko nie zauważasz ich. Traktujesz je jako oczywistość. Tymczasem odkrycie w sobie energii uważności pozwoli Ci to dostrzec i jednocześnie docenić. Staniesz się wówczas bezpośrednim świadkiem swojego przebudzenia. Za pomocą oddechu, kroków i uważności w dowolnym momencie jesteś w stanie wygenerować radość i szczęście. 

JAK RADZIĆ SOBIE Z NEGATYWNYMI EMOCJAMI?


Uważność stanie się Twoim spokojem podczas burzy. Gdy przeżyjesz jakąś życiową katastrofę, w Twoim organizmie pojawi się ból a Ty poczujesz silną emocję - uważność pomoże Ci rozpoznać co się dzieje. Będziesz wtedy w stanie zrobić coś co pozwoli Ci złagodzić i uspokoić cierpienie. Kiedy jesteś rozdrażniony lub wściekły zaakceptuj ten stan. Nie próbuj zmienić odczuwanego przez siebie zdenerwowania. Nie tłum go i nie odpychaj od siebie. Po prostu pozwól mu istnieć. Łagodnie weź negatywną emocję w objęcia i nawiąż z nią kontakt. Nie możesz przysłonić bolesnej emocji konsumpcją, taką jak jedzenie, słuchanie muzyki, włączanie do rozmowy wszystkich wokół siebie, albo serfowanie po Internecie. Pozwalasz w ten sposób narastać Twojemu cierpieniu. Napięciem nie musisz się zajmować od razu. Lepiej, gdy wzmocnisz się wcześniej uczuciem radości. Brzmi to mało realistycznie? Kiedy pacjent musi poddać się operacji, chirurdzy każą mu zazwyczaj jak najwięcej odpoczywać, aby jego organizm się wzmocnił i mógł sobie poradzić z trudnościami towarzyszącymi zabiegowi. Dokładnie w taki sam sposób rozpuszcza się negatywne emocje - wytwarzając w sobie wcześniej drugą, przeciwstawną energię. To energia uważności. Jeżeli nosisz w sobie wyłącznie energię gniewu, zaczniesz mówić i robić rzeczy, które mogą spowodować cierpienie. Kiedy jednak wyzwolisz w sobie drugi rodzaj energii możesz się dobrze zająć swoją złością. Będą wtedy obecne w Tobie dwie energie: energia cierpienia i energia uważności, która dostrzega i bierze w objęcia Twój ból, tak jak matka bierze na ręce swoje płaczące dziecko. Twoja troska o samego siebie zmniejsza Twój ból. Ty jesteś matką, a cierpienie jest Twoim dzieckiem. Kiedy zastosujesz te wskazówki w praktyce, momentalnie poczujesz ulgę. Każdy człowiek jest w stanie opanować tę sztukę i zobaczyć prawdę o sobie. Pytanie tylko, czy się tego pragnie?

"Moje drogie cierpienie, moja droga rozpaczy, mój drogi gniewie, wiem, że we mnie jesteście. Jestem obecny. Zajmę się wami."


DLACZEGO WARTO PRAKTYKOWAĆ UWAŻNOŚĆ W CODZIENNYM ŻYCIU?

Gdy siedzisz, rozluźnij się i emanuj pięknem. Każdy z nas ma w sobie świeżość i piękno. Nie musisz nadawać temu zajęciu żadnej innej formy. To co robisz jest Twoją praktyką. Przez cały czas masz kontakt ze swoją planetą. Gdy wkładasz do ust jedzenie, nie pozwalaj błądzić umysłowi. Niech skupi się na pożywieniu. Jeżeli w czasie jedzenia, będziesz przeżuwał swoje zmartwienia i cierpienie - nie będziesz zdrowy. Naucz się jeść w taki sposób żebyś odzyskał kontakt z chwilą obecną. To co robisz jest Twoją praktyką. Jeżeli w trakcie jedzenia rozmyślasz o  swojej pracy, nie jesz w sposób uważny. Spożywając kawałek chleba, zobacz również ziarna pszenicy, deszcz, słońce i wspaniałe pole porośnięte zbożami. Zrozumiesz, jak dużo pracy włożono w stworzenie trzymanej przez Ciebie kromki chleba. Nie wymaga to wcale wielkiego wysiłku - wystarczy, że nie pozwolisz umysłowi wejść w strefę myślenia i planowania. To właśnie uważność, która pomoże Ci dostrzec, że jedzenie na Twoim talerzu jest prawdziwym cudem! Spróbuj od teraz spojrzeć na swoje jedzenie w innej perspektywy.  Kiedy kogoś kochasz najpiękniejszą rzeczą jaką możesz mu podarować jest Twoja obecność. Miłość jest byciem dla drugiej osoby. Kiedy pracujesz, możesz być szczęśliwy niezależnie od tego czym się zajmujesz. Nie ma znaczenia czy czyścisz toalety, robisz coś w ogrodzie, czy układasz dachówkę. Możesz czerpać z tego wszystkiego radość. Pewnie teraz zapytasz "Jak można czerpać przyjemność z czyszczenia ubikacji?" Wyobraź sobie jednak, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś jej nie miał. Twoją praktyką jest czerpanie przyjemności ze wszystkiego, co robisz! Kiedy gotujesz, możesz się cieszyć, że masz jedzenie i kuchenkę gazową. Dzięki zmywaniu naczyń możesz w piękny i godny sposób zasiąść do celebrowania swojego posiłku.

Możesz być zadowolony w każdym momencie i masz do tego prawo. Kiedy nauczysz cieszyć się chwilą obecną, przestaniesz za wszelką cenę dążyć do osiągnięcia czegoś innego. Źródłem szczęścia jest Twoja uważność i koncentracja. Jeżeli jesteś świadomy tego, że oddychasz - jesteś szczęśliwy.

Może Ci się to wydawać zabawne, ale pisząc dla Ciebie ten post przykleiłam sobie do monitora kartkę z napisem "oddychaj!". Wiem jak łatwo jest o tym zapomnieć i traktować sumę wdechów i wydechów jako bezsprzeczność i ewidentność. Jaki jest jednak sens w traceniu czasu na nieobecne życie skoro daje nam ono tak wiele wspaniałych okazji do tego by się uśmiechać?

Radość z codzienności. To właśnie sztuka życia.






















niedziela, 19 lipca 2015

Pogódź się ze swoim organizmem i stań się nim



Dostałeś organizm, który jest Twoim domem. Jeżeli nie możesz nawiązać kontaktu ze swoim ciałem, nie będziesz w stanie nawiązać kontaktu ze swoim życiem.


Kiedyś Internet był częścią nas, dziś jesteśmy częścią Internetu. Oglądamy świat przez ekrany swoich komórek nie robiąc nic autentycznego. Wielu ludzi doprowadza się do zguby, ponieważ podąża za obiektami swoich pragnień. A jak jest z Tobą? Czy zdajesz sobie sprawę z tego że oddychasz? Czy wiesz, że żyjesz i zwracasz uwagę na cudy życia, które znajdują się w Twoim wnętrzu i wokół Ciebie? Sposób w jaki funkcjonujemy sprawia, że wielu z nas choruje. Chorują nasze ciała i nasze umysły. Nasza planeta również jest chora. Jest jednak sposób w jaki możesz zachować zdrowie, głęboki spokój i pełnię szczęścia. Istnieją trzy świadomości, które musisz połączyć, aby osiągnąć stan pełnej obecności: oddech, ciało i umysł.

CIAŁO I UMYSŁ SĄ JEDNOŚCIĄ


Jeżeli odczuwasz smutek, strach lub samotność może Ci się wydawać, że musisz coś naprawić lub zmienić w swoim umyśle. Jeżeli masz napięte barki albo bolą Cię plecy, może Ci się wydawać, że musisz po prostu pójść do lekarza, który pomoże Ci wyleczyć niesprawną część ciała. Kluczem do szczęścia jest jednak pełna integracja ciała i umysłu. Znaczna część cierpienia bierze się z niepotrzebnego oddzielania świadomości od materii. W rzeczywistości jednak nie można oddzielić ani ciała od umysłu ani umysłu od ciała. One współistnieją ze sobą. Bez umysłu nie można zadbać o ciało, a bez ciała nie można zadbać o umysł. Gdy ciało i umysł stanowią jedność zostajesz sprowadzony do "tu i teraz" i wreszcie możesz zająć się swoim życiem, natomiast kiedy ciało i umysł są oddzielone, tak naprawdę nie istniejesz.

 

JAK POŁĄCZYĆ UMYSŁ I CIAŁO?


Proszę, nie przyjmuj moich słów jako autosugestię ani przesłankę logiczną. To nie jest przejaw myślenia życzeniowego. To praktyka.

Kiedy człowiek oddycha uważnie, każdy oddech daje mu szczęście. To naprawdę niesamowite! Ludzie cierpiący na astmę potrafią docenić radość płynącą ze zdolności swobodnego oddychania. Rozkoszują się każdym wdechem i wydechem. Osoby, które tego nie doceniają marnują wspaniałą okazję. Pewnie nigdy się nad tym nie zastanawiałeś, ale wyłącznie za sprawą nabierania powietrza możemy celebrować cud własnego istnienia. Kiedy skupiasz się na oddechu sprowadzisz umysł z powrotem do fizyczności i pozbędziesz się napięć z ciała. Kiedy powracasz do siebie, masz kontakt z cudami życia. Każdy człowiek może nauczyć się uspokajać ciało. Bez względu na to, czy siedzisz, stoisz, idziesz, leżysz, jesz czy pracujesz. W każdej chwili możesz praktykować uważne oddychanie, aby pozbyć się z organizmu napięć i napełnić go spokojem.

STAŃ SIĘ WYŁĄCZNIE SWOIM ODDECHEM


Choć to ćwiczenie jest bardzo proste, przynosi wspaniałe rezultaty. Możesz uzyskać wolność wyłącznie za sprawą skupienia na wdechach i wydechach. Codziennie rano, tuż po obudzeniu, masz możliwość powrotu do swojego ciała. Gdy będziesz robić wdech, skoncentruj się na powietrzu wypełniającym Twoje płuca. Utożsamiaj się z nim. Powiedz do siebie "Podczas wdechu czuję radość" nie stosując autosugestii, lecz stwierdzając fakt. Skoncentruj się na nim i nawiąż kontakt z fizycznością. Jest to krok w kierunku przebudzenia. Nie szukaj oświecenia nigdzie indziej. Powtarzaj sobie w myślach "Już przybyłem". W trakcie wydechu możesz natomiast mówić "Jestem w domu". Z każdym kolejnym oddechem naprawdę docieramy na miejsce i jesteśmy w domu. Każdy krok jest powrotem do źródła. Pozwól być swojemu oddechowi takim jakim jest. Nie zmuszaj się do oddychania w jakiś konkretny sposób. Po prostu uważnie obserwuj powietrze, które wypełnia i opuszcza twoje płuca. To ćwiczenie może mieć na Ciebie głęboki wpływ.

Wdech, jestem świadomy swojego ciała.
Wydech, uwalniam ciało od napięć.

Kiedy uspokoimy ciało i umysł zaczniemy widzieć wyraźniej. Kiedy staniemy się w pełni świadomi swojej fizyczności, możemy dostrzec zawarte w niej cztery żywioły: wodę, ogień, powietrze i ziemię. Skoncentruj się na każdym z nich i sprawdź czy jesteś w stanie poczuć je w ciele.

Ponad 50% ludzkiego organizmu stanowi woda. Kiedy będziesz szukać żywiołu ognia, możesz pomyśleć o cieple i energii, które jest w stanie wygenerować nasz organizm. Żywiołem powietrza jest nasz oddech. Żywiołem ziemi jest to, co trawimy, a także witaminy i minerały znajdujące się w naszej krwi i kościach. Jeżeli wszystkie cztery żywioły pozostają w stanie równowagi cieszymy się dobry zdrowiem. Brak harmonii pomiędzy nimi stanowi natomiast przyczynę wielu chorób.

Skieruj swoją świadomość na pozycję w jakiej znajduje się Twoje ciało. Kiedy siedzisz zdawaj sobie sprawę z tego, że siedzisz. Kiedy idziesz zdawaj sobie sprawę ze stawiania własnych kroków. To właśnie praktyka bycia świadomym własnego organizmu. Osoby, które umieją uwolnić od napięć chore części ciała, powracają do zdrowia znacznie szybciej. Uspokojenie oddechu wycisza ciało i zmniejsza cierpienia. To właśnie na tym polega głęboka relaksacja.

Wdech, rozluźniam ciało i umysł.
Wydech, uspokajam ciało i umysł.

SZCZĘŚCIE "TU I TERAZ"

Nawiąż silny kontakt z "tu i teraz" i będziesz w stanie dostrzec, że masz wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia - a nawet więcej. Cuda życia znajdują się wokół Ciebie. Dzięki praktyce uważnego oddychanie i uważnego chodzenia sprowadzisz umysł z powrotem do ciała. Kiedy ciało i umysł się łączą, znajdujesz się "tu i teraz", co pozwala Ci nawiązać kontakt z życiem i wszystkimi jego darami. Często mamy poczucie, że odczucia, emocje i spostrzeżenia przytłaczają nam ciało i umysł. Uważność pomaga nawiązać kontakt ze wszystkim co się dzieje, z tym co nas leczy i daje nam szczęście. Bądź bez pragnień. W każdej chwili mamy wszystko, czego potrzebujemy do szczęścia. Wiele osób próbuje gonić za obiektami swojego pragnienia, takimi jak sława, bogactwo i władza. Kiedy się rozejrzysz dostrzeżesz wielu ludzi, którzy wiele osiągnęli w tym świecie, ale w dalszym ciągu cierpią. Jeżeli sądzisz, że potrzebujesz do szczęścia więcej władzy i pieniędzy, jesteś w błędzie. Wystarczy spojrzeć na zamożnych ludzi, którzy nie mają wystarczająco dużo zrozumienia albo miłości, przez co czują się samotni i bardzo cierpią.

ZAPOWIEDŹ

Kiedy pojawia się w Tobie nieprzyjemne uczucie, nie powinieneś go tłumić, lecz rozpoznać je i zaakceptować. Zanim jednak zajmiesz się bolesnymi emocjami powinieneś się nauczyć jednej prostej rzeczy. Aby rozpuścić bolesne emocje musisz się... no właśnie co? Jeżeli jesteś ciekawy, zachęcam Cię do przeczytania kolejnego postu, który ukaże się na dniach. Będzie również o tym w jaki sposób praktykować uważność w codziennym życiu. Jestem całkowicie zanurzona w książce Thich Nhat Hanh "Spokój umysłu", która niesamowicie mnie inspiruje i jest impulsem, dzięki któremu staję się w pełni obecna.

Ps. Jestem w trakcie przeprowadzania na swoim organizmie zdumiewającego eksperymentu, którego skutki każdego dnia mnie zaskakują. Już wkrótce zmierzam wszystkim się z Tobą podzielić. Jestem tym niesamowicie podekscytowania. To kolejne wielkie doświadczenie w moim życiu. Aktualnie można mnie znaleźć w Dziwnowie, gdzie dzielę swój czas między pracą, wypoczynkiem, edukacją i pisaniem bloga. Trzymaj za mnie kciuki i koniecznie zajrzyj tu za parę dni.

Pps. Mam dla Ciebie jeszcze jadną niespodziankę, Szczegóły już wkrótce...





































































wtorek, 14 lipca 2015

Kontrowersja kontrowersji






                Czy potrafisz zgadnąć, co należy jeść, aby zapewnić budulec dla nowych białek ustrojowych w najbardziej efektywny sposób? Odpowiedź brzmi: ludzkie mięso. Jego białko zawiera najbardziej dopasowaną ilość potrzebnych aminokwasów. Jednakże nasi znajomi nie są na obiad. „Najlepsze” białko, najbliżej ludzkiemu, pozyskujemy więc jedząc inne zwierzęta. Ich białka są bardzo podobne do naszych, ponieważ zawierają najczęściej odpowiednią ilość każdego potrzebnego aminokwasu. Mogą być one wykorzystywane bardzo efektywnie, i dlatego nazywają się białkami. Skupienie się na wydajności wzrostu ciała, tak jakby równało się dobremu zdrowiu, zachęca do spożywania białek najwyższej „jakości”. Jak powie każdy sprzedawca, jeśli produkt określany jest mianem „wysokiej jakości”, natychmiast zdobywa zaufanie konsumentów. Przez ponad sto lat byliśmy zakładnikami tego niefortunnego, mylącego toku rozumowania i zwykle przyjmowaliśmy, że wyższa jakość równa się lepszemu zdrowiu. Wiemy, że dzięki złożonemu systemowi metabolicznemu ludzki organizm jest w stanie pozyskiwać wszystkie niezbędne aminokwasy z naturalnej różnorodności białek roślinnych, jakie spotykamy każdego dnia. Nie wymaga to spożywania większej ilości takich protein czy szczegółowo planowania każdego posiłku. Niestety, ta silnie zakorzeniona koncepcja jakości białek zaciemniła faktyczny obraz. Proponuję, aby przynajmniej przedefiniować to, co myśleliśmy o zdrowym odżywianiu. Osobiście, w przeszłości byłam głęboką zwolenniczką konsumpcji mięsa, mleka i jaj. I potrafię przyznać się do tego, że popełniłam błąd. Dlatego wbrew opinii publicznej, podupadającej służbie zdrowia, rządowi i tego czyje zdrowie chroni wielka medycyna opowiem wam o  Informacjach, które będą przeciwieństwem tego, czego do tej pory was uczono.

Współcześnie żyjemy w dobrobycie i z tego powodu umieramy. Codziennie ucztujemy jak królowie i to nas zabija. Na pewno znasz kogoś kto cierpi z powodu choroby serca, raka, zawału, choroby Alzheimera, otyłości czy cukrzycy. Jak się okazało choroby te są stosunkowo mało znane w kulturach tradycyjnych jakie istnieją na wiejskich obszarach Chin, gdzie spożywa się głównie pełnoziarniste pokarmy roślinne. Wszystkie wymienione schorzenia pojawiają się wraz z dobrobytem i zwiększonym spożywaniem mięsa, nabiału oraz przetworzonych produktów roślinnych np. herbatników, ciastek, napojów gazowanych. Wszystkie powyższe choroby, oraz wiele innych, rozwijają się z tego samego powodu: niezdrowej, w dużej mierze toksycznej diety i niezdrowego stylu życia, wypełnionych czynnikami promującymi choroby i zbyt ubogich w czynniki wspierające zdrowie. Innymi słowy, z powodu diety zachodniej. Z drugiej strony znana jest dieta, która przeciwdziała wszystkim tym epidemiom: pełnoziarnista dieta roślinna.
Zdałam sobie sprawę, że nasze najbardziej celebrowane zwyczaje są złe i że droga do prawdziwego zdrowia została ukryta. Choroby serca są najczęstszą przyczyną śmierci. Każdej doby umiera prawie 2 tys. Amerykanów. Pomimo postępu, te choroby wciąż niszczą mnóstwo serc. I choć nie umieramy na nie już tak często to nadal tak samo często na nie zapadamy. Wydaje się, że udaje nam się skutecznie odsuwać w czasie śmierć z powodu chorób serca, jednak nie zrobiliśmy nic, aby obniżyć tempo zachorowalności. W tym miejscu polecam dokument „Przejadanie ziemi”. 

https://www.youtube.com/watch?v=Em3ANw0M5oU

Wiemy wystarczająco dużo, aby niemal całkowicie wyeliminować choroby serca. Wiemy już nie tylko, jak zapobiec chorobie, ale również, jak z sukcesem ją leczyć. I nie musimy w tym celu otwierać klatki piersiowej, aby zmienić bieg krwi ani całe życie brać silnych leków. Spożywając odpowiednie pokarmy możemy zachować swoje zdrowie.

Być może mówili o tym w mediach. Być może natrafiłeś kiedyś na szokujące statystyki dotyczące otyłości wśród Amerykanów. Być może po prostu zauważyłeś, że w warzywniaku spotykasz więcej otyłych ludzi niż kilka lat temu. Osoby, które cierpią na otyłość nie mogą robić wielu rzeczy, dzięki którym ich życie byłoby przyjemniejsze. Zbyt duży ciężar ciała tragicznie wpływa na mobilność fizyczną, pracę, zdrowie psychiczne, postrzeganie siebie i życie społeczne. Droga do utraty zbędnych kilogramów to przestrzeganie diety nieprzetworzonej opartej na produktach roślinnych (NPR), której towarzyszy odpowiednia ilość aktywności fizycznej. Czy spotkałeś kiedykolwiek kogoś, kto regularnie spożywa świeże owoce, warzywa i pełne zboża, a do tego rzadko je mięso, śmieciowe jedzenie takie jak chipsy i batoniki lub nie je ich wcale? Jaki jest ciężar ciała tej osoby? Niefortunnym wynikiem panującej obecnie popularności książek o odchudzaniu jest coraz większe nieporozumienie wokół własności zdrowotnych węglowodanów. NAJZDROWSZA JEST DIETA WYSOKOWĘGLOWODANOWA. Jak dowiedziono, cofa ona choroby układu krążenia i cukrzyce, zapobiega serii chorób chronicznych i jak wielokrotnie udowodniono prowadzi do utraty wagi. Co najmniej 99% węglowodanów powinno pochodzić z owoców, warzyw i zbóż. Gdy spożywamy je w naturalnym, nieprzetworzonym i nierafinowanym stanie, znaczną ich część stanowią tak zwane węglowodany złożone. Oznacza to, że w trakcie trawienia rozkładają się one w kontrolowany i regulowany sposób. Zalicza się do nich wiele rodzajów błonnika, z którego większość nie jest trawiona, lecz mimo to zapewnia znaczne korzyści zdrowotne. Co więcej węglowodany złożone pochodzące z żywności pełnoziarnistej dostarczają zestawu witamin, minerałów i dobrej energii. Ale o tym w innym poście.

Cukrzyca typu 2 to najczęstsza odmiana cukrzycy, która nierzadko towarzyszy otyłości. O tym, z jak poważną sytuacją mamy do czynienia, świadczy to, że dzieci w wieku dojrzewania chorują na typ cukrzycy, który dotąd zarezerwowany był dla dorosłych po czterdziestce! Badacze odnotowali drastyczny wzrost spożycia białka zwierzęcego i tłuszczu zwierzęcego w ciągu ostatniego pięćdziesięciolecia. Według nich ta zmiana w odżywiana, razem z niskim poziomem aktywności fizycznej jest przyczyną tak dużego wzrostu zachorowani na cukrzycę.  Liczba zachorowań znacząco zmniejszyła się w latach 1940-50 w głównej mierze w trakcie drugiej wojny światowej, kiedy to znacznie zmienił się sposób odżywiania. Wzrosło wówczas spożycie błonnika i zbóż, podczas gdy tłuszczu zmalało. Ludzie odżywiali się w ten sposób z konieczności. Około 1950 roku zarzucono odżywianie oparte na zbożach i wrócono do spożywania większej ilości tłuszczu i cukru oraz mniejszej ilości błonnika. Jak można się było spodziewać zachorowalność na cukrzycę wzrosła. Fascynujące jest to, jakie wyniki uzyskał badacz Anderson, stosując u swoich pacjentów przez cztery  tygodnie dietę wegańską.W trakcie tych czterech tygodni mierzył stężenie cukru i cholesterolu we krwi, ciężar ciała oraz zapotrzebowanie na leki. Wyniki badania były imponujące. Diabetycy typu 1 nie mogą wytwarzać insuliny. Trudno wyobrazić sobie, aby jakakolwiek zmiana w odżywianiu mogła wpłynąć na ich trudną sytuację. Jednakże po zaledwie trzech tygodniach chorzy na cukrzycę mogli obniżyć dawkę leków insulinowych średnio o 40%! Skład ich krwi bardzo się poprawił. Co również ważne poziom cholesterolu we krwi obniżył się o 30%! Wyniki u pacjentów chorych na cukrzycę typu 2 zrobiły jeszcze większe wrażenie. Spośród 25 pacjentów, 24 mogło przestać stosowanie leków! Wszyscy z wyjątkiem jednej osoby mogli przerwać insulinoterapię po kilku tygodniach!

Istnieją co najmniej cztery główne czynniki ryzyka wystąpienia raka piersi, na które wpływa odżywianie. Ryzyko wystąpienia raka piersi zwiększa się gdy kobieta we wczesnym wieku dostanie pierwszą miesiączkę, w starszym wieku ma menopauzę, ma wysokie stężenie żeńskich hormonów, ma wysokie stężenie cholesterolu we krwi.  Kobiety, które spożywają dietę opartą na produktach pochodzenia zwierzęcego z niewielką ilością nieprzetworzonych pokarmów roślinnych, wcześniej dojrzewają  i później wchodzą w  menopauzę, przez co wydłuża się ich okres rozrodczy. W ciągu całego życia mają również wyższy poziom żeńskich hormonów płciowych we krwi. Jedna z czołowych grup badających raka piersi oświadczyła, że istnieją niezbite dowody, na to, że poziom estrogenu jest niezwykle ważny w ocenie ryzyka wystąpienia raka piersi. ESTROGEN MA BEZPOŚREDNI UDZIAŁ W ROZWOJU RAKA. Podwyższony poziom estrogenu i związanych z nim hormonów jest wynikiem spożywania typowej zachodniej diety, bogatej w tłuszcz, białko zwierzęce oraz ubogiej w błonnik. Człowiek może zapobiec rakowi piersi, jeżeli odżywia się w taki sposób, aby trzymać poziom estrogenu pod kontrolą. Smutna prawda jest taka, że wiele kobiet niema pojęcia o istnieniu tej zależności. Mamy obecnie wystarczająco dużo  informacji, aby zrozumieć, że dieta oparta głównie na nieprzetworzonych produktach roślinnych obniży stężenie estrogenu we krwi. Dieta roślinna prowadzi również do mniejszego spadku ilości hormonów i łagodniejszej menopauzy.

Pod względem umieralności rak jelita grubego zajmuje czwarte miejsce wśród rodzajów raka na świecie. Wiele osób wie, że błonnik jest źródłem zdrowia jelita grubego.  Badanie EPIC, zebrało dane dotyczące spożycia błonnika i raka jelita grubego u 519 tys. mieszkańców Europy. Okazało się, że u 20% ludzi, którzy spożywali najwięcej błonnika w diecie, czyli około 34g dziennie, ryzyko zachorowania na raka jelita grubego zmniejsza się o 42% w porównaniu z 20% ludzi, którzy spożywali najmniej błonnika w diecie, czyli około 13 g dziennie. Trzeba zaznaczyć, że tak samo jak w przypadku wszystkich pozostałych badań, że tak działa błonnika spożywany w pokarmach, nie z suplementów. Możemy więc stwierdzić, że diety zawierające błonnik znacznie obniżają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego.

Rak prostaty jest jednym z najczęściej diagnozowanych typów nowotworów u mężczyzn. Jego cechą jest to, że wolno się rozwija. Zaledwie 7% osób ze zdiagnozowanym rakiem umiera w przeciągu 5 lat. W  dwunastu z czternastu badań naukowych z grupą kontrolną  i w siedmiu z dziewięciu badań dotyczących czynników ryzyka, wykazano istnienie związku między określoną ilością nabiału a rakiem prostaty. W publikacjach naukowych to JEDEN Z NAJBARDZIEJ JEDNOZNACZNIE I WYRAŹNIE STWIERDZONYCH ŻYWIENIOWYCH CZYNNIKÓW SPRZYJAJĄCYCH RAKOWI PROSTATY. Ludzi, którzy spożywają najwięcej nabiału, cechuje od dwóch do czterech razy większe ryzyko zachorowania. W danych ekologicznych istnieje korelacja między spożyciem mięsa i nabiału na osobę a umieralnością na raka prostaty. W przypadku produktów mlecznych za ten efekt częściowo może odpowiadać wysokie spożycie wapnia i fosforu.

Według zalecanej dziennej dawki spożycia białka ludzie powinni pozyskiwać około 10% energii i z białka. To znacznie więcej niż faktycznie potrzeba. Ponieważ jednak zapotrzebowanie może być różne u różnych ludzi, zaleca się dietę złożoną w 10% z białka, aby wszystkim zapewnić wystarczające spożycie. Jak dużo białka zazwyczaj konsumujemy? Zaskakujące, ale jest to ilość znacznie przekraczająca zalecaną dawkę. Statystyczny Polak stosuje dietę składającą się w 12-13% z białka. Czy to oznacza że wystawiamy się na ryzyko zachorowania na nowotwór? Okazało się, że białko w diecie ma tak silne działanie, że zmieniając jego ilość w pożywieniu, możemy „włączyć lub wyłączyć” rozwój nowotworów. Które białka stale i silnie pobudzają rozwój nowotworów?

Kazeina oraz każde inne białko zwierzęce mogą być najważniejszymi konsumowanymi przez nas substancjami powodującymi nowotwory. Liczne międzynarodowe badania dowodzą, że cukrzyca typu 1, choroba autoimmunologiczna, ma związek ze spożyciem krowiego mleka i przedwczesnym odstawieniem dziecka od piersi. Wyobraź sobie, że na pierwszej stronie gazety znajdujesz taki nagłówek: krowie mleko prawdopodobnie przyczyną śmiertelnej cukrzycy typu 1. Ponieważ reakcja na taką diagnozę byłaby ostra, a konsekwencje dla ekonomii olbrzymie, w najbliższym czasie niczego takiego nie przeczytasz, bez względu na to, co mówią dowody naukowe. Mamy uzasadnienie nie tylko na to, że krowie mleko jest niebezpiecznie, ale też na to, że związek między cukrzycą a tym mlekiem jest wiarygodny biologicznie. Proces autoagresji jest wspólny dla wszystkich chorób autoimmunologicznych. Wiemy obecnie w jaki sposób układ immunologiczny może zaatakować organizm z powodu mimikry cząsteczkowej, zapoczątkowanej przez białko zwierzęce, które trafia do krwi. Mamy również ekscytujące argumenty na istnienie związku między stwardnieniem rozsianym a spożywaniem żywności odzwierzęcej, w szczególności nabiału. Wyniki badań pokazują, że krowie mleko zdecydowanie wpływa na SM, co potwierdza porównanie różnych państw. Ten związek, który wygląda praktycznie tak samo jak związek między mlekiem a cukrzycą typu 1 jest niesamowity. Żywieniowe badania interwencyjne dowiodły, ze dieta pomaga spowolnić, a być może nawet powstrzymać stwardnienie rozsiane. Nigdy wcześniej tak dobrze nie rozumieliśmy, jak dieta wpływa na nowotwory zarówno na poziomie komórki, jak i populacji. Opublikowane badania wykazują, że białko zwierzęce pobudza wzrost guzów. Białko zwierzęce zwiększa poziom hormonu IGF-1, który jest czynnikiem ryzyka raka. Na produkcję witaminy D ma wpływ nie tylko światło słoneczne lecz również żywność. Białko zwierzęce wykazuje tendencję do blokowania produkcji aktywnej witaminy D, przez co w naszej krwi znajduje się mniejsze jej stężenie. Długotrwałe utrzymywanie się jej na niskim poziomie tworzy środowisko dla rozwoju różnych rodzajów raka, chorób autoimmunologicznych, osteoporozy i innych. Dieta bogata w kazeinę (główne białko mleka) powoduje, że do komórek dostaje się więcej kancerogenów. W skutek tego do DNA jest przyłączana większa ilość produktów kancerogenu, co z kolei powoduje więcej mutacji, a w konsekwencji prowadzi do rozwoju komórek raka, umożliwiając szybszy rozwój guzów po zetknięciu z mutagenem. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu dowodów na to, że diety zawierające nadmiar białka zwierzęcego niszczą nasze nerki. Kamienie nerkowe pojawiają się, ponieważ w wyniku spożywania białka zwierzęcego tworzy się w nerce nadmiar wapnia i szczawianów. Co więcej, według badań zaburzenia poznawcze, otępienie naczyniowe spowodowane małymi wylewami czy choroba Alzheimera mają związek z tym, co jemy. Badania na ludzkich populacjach pokazują, że ryzyko złamań kości udowych czy osteoporozy zwiększa się przez dietę bogatą w białko zwierzęce. Ponadto białko zwierzęce powoduje wypłukiwanie wapnia z kości, ponieważ tworzy kwaśne środowisko we krwi. Obecnie dysponujemy bowiem setkami dokładnych, wyczerpujących i dobrze wykonanych badań, które zgodnie potwierdzają te same wnioski. Mamy obecnie bardzo dużo powodów na to, że nieprzetworzona dieta roślinna najlepiej przeciwdziała rakowi.

 Badania wykazały, że taka dieta:

  • - hamuje powstania cukrzycy typu 1 u dziecka,
  • - zapobiega kamieniom nerkowym, chorobie Alzheimera i artretyzmowi,
  • - pozwala stracić na wadze
  • - zapobiega chorobie serca, a nawet ją cofa,
  • - obniża ciśnienie krwi
  • - znacznie zmniejsza potrzebę stosowania leków,
  • - w wielu przypadkach pozwala uniknąć zabiegu chirurgicznego,
  • - pozwala żyć dłużej, czuć się i wyglądać młodziej
  • - umożliwia diabetykom odstawienie leków
  • - umożliwia uniknąć impotencji
  • - poprawia poziom cukru we krwi, zawartość cholesterolu oraz stężenie insuliny (czego nie zapewnia żadna inna forma leczenia),
  • - najlepiej przeciwdziała cukrzycy i chorobom autoimmunologicznym
  • - chroni nerki, kości, oczy i mózg.
  • - jest najlepsza dla serca.
To co w końcu przekonuje ludzi do zaakceptowania zależności między dietą a zdrowiem, jest obszerność dowodów. Pojedyncze badanie może zostać zaprojektowane w taki sposób, aby udowodnić dowolną rzecz na świecie. A czy można to samo powiedzieć o setkach, jeśli nie tysiącach, różnych badań, które dowodzą ochronnego wpływu diety roślinnej i szkodliwego wpływu diety odzwierzęcej na tak wiele chorób? Nie możemy stwierdzić, że jest to po prostu dzieło przypadku, złe dane, uprzedzenia naukowców, nadinterpretacja faktów lub manipulowanie liczbami. To musi być prawda. Kolejny post będzie przewodnikiem po właściwym odżywianiu. Opowiem jak dobroczynna dieta roślinna wygląda  w praktyce, oraz jakie są moje spostrzeżenia i przydatne wskazówki. 


               
Źródła:
1.      T. Colin Campbell, Thomas M.Campbell „Nowoczesne zasady odżywiania”,
2.      T. Colin Campbell, Howard Jacobson „Ukryta prawda”
3.      Leanne Campbell “Nowoczesne zasady odżywiania w praktyce”




czwartek, 9 lipca 2015

Dlaczego kawa uzależnia?


Kawa to jeden z najpopularniejszych towarów na świecie, zajmuje drugie miejsce w światowym handlu, ustępując pola tylko ropie naftowej. Jest uprawiana w ponad 50 krajach na całym świecie i dla wielu stanowi podstawę gospodarki.

Czym nasi przodkowie poprawiali sobie nastrój, gdy w Europie nie znano jeszcze kawy? Rano jedli zupę piwną i popijali ją mocno piwem i sznapsem. Picie kawy początkowo spotykało się z dużym sprzeciwem lekarzy, sugerowano, że jest niezdrowe, skutkuje impotencją i obwisłymi piersiami. Codzienne picie alkoholu przyczyniało się wówczas do poprawy nastroju, ale także ograniczało rozsądek. Nic więc dziwnego, że kawa, która pojawiła się w Europie w połowie XVII wieku, szybko stała się popularna jako upragniony zamiennik dla alkoholu.

Według dawnych doniesień, kawę odkryło pewne plemię arabskie gdy zauważyło, że ich zwierzęta zawsze, gdy zjadały owoce krzewów kawy, były wyjątkowo wypoczęte i podniecone. Jak przedstawiono w tej starej historii, odkrycie kawy przynajmniej częściowo zawdzięczamy stadom owiec. Reszta odkrycia należy oczywiście do tego, kto po raz pierwszy wpadł na pomysł uprażenia nasion. Dopiero prażenie rozwija aromat i bardzo specyficzny smak, który tak nam się podoba.

Nie ma wątpliwości, że kawa może uzależniać. Potwierdzają to miliony użytkowników, którzy właśnie teraz potrzebują swojej filiżanki. Ogólnie rzecz biorąc odpowiedzialny za to jest skład chemiczny ziaren kawy a przede wszystkim słynna kofeina, która działa nie tylko pobudzająco, ale też euforyzująco, czego z łatwością dowiedli niedawno japońscy naukowcy. Podobnie jak w przypadku cukru i alkoholu, kawa również polepsza nastrój przez działanie serotoniny. Gdy brakuje nam kofeiny pojawiają się nawet objawy odstawienia: mocne bóle głowy, które znikają zwykle po kilku dniach.



Poziom serotoniny rano jest najniższy. Poranna filiżanka kawy nie tylko pozwala człowiekowi wykorzystać pobudzające właściwości kawy, ale również wywołuje euforię. W ten sposób można sobie zafundować prawdziwą stymulację dobrego nastroju. Podobnie można wyjaśnić drugą przerwę na kawę, zazwyczaj popołudniu, kiedy zaczyna się zmierzchać, wtedy wraz ze światłem znika serotonina. Kofeina wprawdzie nie powoduje zatrzymania rozkładu serotoniny, ale stymuluje jej syntezę. Każdego roku miłośnicy kawy zużywają na całym świecie 120 000 ton kofeiny. Ludy północy z powodu niskiego położenia słońca nad horyzontem i wraz z tym mniejszego promieniowania słonecznego dostają mniej światła co wpływa oczywiście na ich samopoczucie. Dlatego na północy znacznie częściej występują depresje, które w ciągu dnia zwalczane są kawą a wieczorem napojami alkoholowymi. Mieszkańcy Alp mają lekko podwyższone zapotrzebowanie na kawę, ponieważ słońce późno dociera do dolin i szybciej znika za szczytami. Ze schematu wyłamują się Wielka Brytania i Irlandia, tam pije się herbatę, co także ma swoje przyczyny. W Wielkiej Brytanii nie było dużo kawy do dyspozycji, ponieważ rozpoczęta na Cejlonie uprawa kawy padła ofiarą choroby roślin – "rdzy kawy".  Herbata przyjęła się tam lepiej, ponieważ angielskie społeczeństwo piło to, co jego kolonie były w stanie dostarczyć w dużej ilości. Napój ten został zaakceptowany bardzo łatwo, ponieważ liście herbaty zawierają trzy razy tyle kofeiny, co nasiona kawy. Właśnie dlatego na filiżankę napoju potrzeba mniej liści herbaty niż nasion kawy. Dzięki wysokiej zawartości kofeiny herbata może więc efektywnie poprawiać nasze samopoczucie. Zawiera także niewielki ilości teofiliny, która rozluźnia oskrzela, co sprawia, że astmatycy też chętnie piją kawę i herbatę. Jednak to co nas pobudza w kawie nie może być tylko kofeiną. W końcu przecież dużym powodzeniem cieszy się też kawa bezkofeinowa. Nikt by jej nie kupował gdyby także ona nie powodowała pożądanej stymulacji. Australijskiej grupie badawczej udało się wyizolować z kawy opiaty. Nakrotyk ten nie został od razu przeanalizowany, dowiedziono jednak jego działania euforyzującego. Przy okazji warto zauważyć, że chociaż dogłębne zbadanie rzeczonego związku powinno być łatwe, nie ma do tej pory ani jednej publikacji na ten temat! W rękach producentów wiedza na temat tej substancji miałaby ogromną wartość, mogliby np. kupować surową kawę wybierając odpowiednią jej zawartość. 



Na "wolności" kofeina ma zupełnie inne zadanie. Krzew kawy chroni się za jej pomocą przed wrogami. Kofeina działa jak pestycyd o szerokim spektrum i wzmacnia ochronę rośliny. Uśmierca przede wszystkim owady i roztocza. Duże ryzyko zjedzenia powstaje też dla kiełkujących nasion, dlatego zawartość kofeiny w zarodku w okresie kiełkowania znacząco rośnie. Tym samym ograniczone jest ryzyko, że w okolicy wykiełkują nasiona niechcianych konkurentów. Dodatkowo kofeina znajdująca się w zrzucanych liściach uniemożliwia zakorzenienie się chwastów. Wszechstronna broń krzewu kawowego za pomocą skomplikowanych przygotowań zmieniana jest przez człowieka w polepszacz nastroju.



✔️ Kofeina zwiększa sprawność myślenia, przyspiesza przemianę materii, pobudza wydzielanie soku żołądkowego i działa moczopędnie.
✔️ Umiarkowane spożycie kawy zwiększa przepływ krwi i w konsekwencji ukrwienie całego organizmu. 
✔️ Kawa znosi uczucie zmęczenia fizycznego.
✔️ Nasila działanie niektórych leków.
✔️ Pod wpływem kofeiny mózgowe naczynia krwionośne ulegają zwężeniu, co zapobiega powstawaniu bólów migrenowych.
✔️ Kofeina przyspiesza spalanie tłuszczu, dzięki temu jest wykorzystywana w terapiach odchudzających.
✔️ Kwas chlorogenowy, chinowy i kawowy zawarte w kawie są przeciwutleniaczami i posiadają właściwości przeciwnowotworowe, przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i spowalniają rozkład witaminy C. 
✔️ Dodatkowo mają zdolność wiązania metali ciężkich z diety, co skutkuje, niestety, ograniczeniem przyswajania żelaza i białek.
✔️ Trigonelina obecna w kawie w trakcie procesu palenia kawy przekształca się w witaminę PP.
✔️ Wykazano, że kawa wpływa obniżająco na ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2, choroby Alzheimera a nawet próchnicy zębów.


NIESTETY...

✔️ Niewskazane jest picie kawy połączone z paleniem papierosów.
✔️ Istnieją doniesienia, że nadużywanie kawy zwiększa stężenie homocysteiny w organizmie, co może skutkować zwiększeniem ryzyka wystąpienia choroby niedokrwiennej serca.
✔️ Pijąc kawę usuwamy z ustroju jony magnezu, wapnia i potasu. 
✔️ Mogą występować nudności, ból w okolicy woreczka żółciowego, ból żołądka, skurcze jelit, niestrawności, zaburzenia snu, szybsze bicie serca i pieczenie przełyku. (Objawy wywołane przez substancje drwżniące.) 
✔️ Wywołuje rozdrażnienie, podniecenie i niepokój.
✔️ Zakwasza organizm.

Osobiście doceniam smak kawy. Miałam etap w swoim życiu, kiedy byłam z nią nierozłączna. Uwielbienie przerodziło się wtedy w niemałą obsesję. Potrzebowałam sporej dawki każdego dnia żeby ujarzmić pożądanie. Postanowiłam jednak na jakiś czas z niej zrezygnować nie chcąc być niewolnikiem porannego… i każdego kolejnego kubka kawy. Zamiast małej czarnej lub dużej białej postawiłam na świeżo wyciskany sok z pomarańczy i zielone smoothie. Decyzja zapadła spontanicznie, zupełnie jak większość najważniejszych wyborów w moim życiu a ja byłam bardzo zadowolona z efektów. Paradoksalnie miałam więcej energii w ciągu dnia i odczuwałam dobry nastrój. Dzisiaj zdarza mi się wypić filiżankę kawy z migdałowym mlekiem przy okazji towarzyskiego spotkania. Nie jest to jednak mój codzienny nawyk. Znacznie bardziej polubiłam ziołowe herbaty. Nikogo jednak nie zniechęcam do kawy. Jeżeli ten napój sprawia Ci przyjemność i delektujesz się nim w rozsądnych ilościach – smacznego.  






źródła: 
1. "Kawa Sekrety baristy" Wydawnictwo RM , Warszawa 2012
2. "Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia" U. Pollmer, A. Fock, G. Karin
3. "Zagrożenie czy ochrona" Kosiecka T Przew. Lek. 2004
4. "Jeść albo nie jeść" Ł. Pilaczyńska-Szcześniak, M. Pawlak 










środa, 8 lipca 2015

Dlaczego człowiek ma w mózgu receptory narkotyków?



JAKI JEST BIOLOGICZNY SENS ISTNIENIA NARKOTYKÓW?


Dziś nie potrafimy już odpowiedzieć na pytanie, w której kulturze ludzie pierwsi wpadli na pomysł izolowania opium z mlecznego soku maku lekarskiego.Wiadomo, że pierwsze pisemne doniesienia na temat spożywania narkotyków z maku pochodzą od Sumerów ze Środkowego Wschodu i datowane są na 4000 lat przed Chrystusem. Długi czas nie było wiadomo, co jest substancją aktywną. Dopiero w 1803 r. udało się wyekstrahować czystą substancję z makowego soku i na cześć Morfeusza, greckiego boga snu została nazwana morfiną. Jak to możliwe, że ta substancja wychodząca z przemiany materii rośliny wpływa na działanie mózgu człowieka? W 1973 r. naukowcy znaleźli odpowiedź.

Okazało się, że morfina jak również heroina pasują do receptorów mózgu jak klucz do zamka i dzięki temu mogą z nim oddziaływać. W ten sposób nie tylko są uśmierzane bóle, ale również wywoływana jest euforia, poza tym paraliżowane są ośrodki oddychania, źrenice zwężają się i uwalniają się hormony. Pytanie, które się wtedy zrodziło było jednak znacznie ważniejsze: dlaczego człowiek ma w mózgu receptory narkotyków i jaki jest ich biologiczny sens istnienia? Przecież człowiek nie rodzi się po to aby odurzać się morfiną. Naukowcy twierdzą, że morfina pasuje do tych receptorów zupełnie przypadkowo oraz, że przeznaczone są one dla innych, właściwych organizmowi substancji. Mają rację. 

W 1975 r. szkockim badaczom udało się wyizolować z ekstraktów w mózgu substancje, które rzeczywiście pasowały do receptorów. Okazało się, że są to niewielkie cząsteczki białek. Ich odkrywca nazwał je enkefalinami, od greckiego wyrażenia "w głowie". Obecnie, wszystkie substancje, które wytwarzane są przez sam organizm, oraz mają podobne do morfiny działanie, nazywane są endorfinami. 

CZY ENDORFINY MOGĄ ZABIĆ?


Obecnie znamy ich trzy typy. Wszystkie są niewielkimi białkami, które w komórkach nerwowych odgrywają rolę substancji przekaźnikowych, (tak samo jak serotonina) odpowiadających za komunikację w mózgu. Przez długi czas zadawano sobie pytanie, czy te naturalne dla organizmu opiaty także mogą uzależniać. W rozwiązaniu zagadki pomogła moda powstała w latach osiemdziesiątych, czyli jogging. 

Byli i nadal są ludzie, którzy gdy raz zaczęli biegać, już nie mogli przestać. Wciąż biegają i potrzebują coraz dłuższych tras, by zaspokoić swoją potrzebę biegania. Chudną i biegają nawet z ranami na stopach. 

W czasie dużego wysiłku fizycznego wydzielane są endorfiny, które powodują euforię. Zupełnie jak ludzie uzależnieni od morfiny, potrzebują wciąż większych dawek, tak uzależnieni od biegania muszą pokonywać coraz dłuższe trasy, by uzyskać runner's high. Ilość wysiłku potrzebna by uzyskać odpowiedni poziom endorfin, jest różna u różnych ludzi. Trenujący wiedzą jak mogą uzyskać ten stan. Nic więc dziwnego, że endorfiny testowane były jako środki dopingujące. Stwarzają one jednak duże zagrożenie: nie tylko wywołują stan odurzenia, ale także czynią odpornym na ból. Biegnący przestaje odczuwać nawet stosunkowo silny ból, który może wystąpić w czasie przeciążenia układu krążenia. Biegacz biegnie więc dalej, aż do śmiertelnego zawału serca. Przez to legenda o greckim gońcu z Maratonu , który ponad 2,5 tysiąca lat temu przebiegł z Maratonu do Aten, by donieść o ataku Persów na Grecję, wydaje się prawdopodobna. Zaraz potem goniec padł martwy - jako ofiara własnych endorfin. 

JAKIE NARKOTYKI ZNAJDUJĄ SIĘ W SZKLANCE MLEKA?

Pod koniec lat siedemdziesiątych, gdy trwało poszukiwanie naturalnych dla ludzkiego organizmu opiatów-endorfin naukowców z Wydziału Psychiatrii Instytutu Maxa Plancka w Monachium spotkała duża niespodzianka. Zbadali pod kątem obecności endorfin dostępne w handlu pokarmy dla niemowląt, sądząc że mogły dostać się tam wraz z krowim mlekiem. W rzeczywistości znaleźli białka, które działały w ten sam sposób, ale nie były endorfinami. Ich odkrywca nazwał je egzorfinami, by zaznaczyć, że te substancje są egzogenne a jednocześnie mają działanie podobne do morfiny. Czego szukały te substancje w mleku? Udowodniono, że egzorfiny wywodzą się z białka krowiego. Według obecnego wyobrażenia nauki o żywieniu takie substancje w ogóle nie powinny istnieć. Do tej pory zakładano, że w jelicie białka są rozkładane na aminokwasy. Egzorfiny i wiele innych białek w jakiś sposób unikają trawienia i dostają się do krwi niezmienione jako peptydy. Niektóre peptydy działają jak opiaty. Podobnie jak morfina uśmierzają ból i w dużych dawkach mogą uzależnić. "Uspokajają jelita", co powoduje spowolnienie ruchów robaczkowych a to może nawet doprowadzić do zaprać. Inne regulują wchłanianie związków mineralnych w jelicie lub wpływają na układ immunologiczny, jeszcze inne stymulują hormony trawienne lub wpływają na układ nerwowy. Egzorfiny są bardzo ważne dla potomstwa ssaków. Znaleziono je nie tylko w mleku krowim, ale także owczym, wielbłądzim, bawolim oraz ludzkim. Nowo narodzone cielęta mają egzorfiny we krwi dopiero po pierwszym mlecznym posiłku. Podobnie niemowlęta: w organizmie noworodka egzorfiny mogą przenikać przez ścianę jelita i wraz z nią trafiać do mózgu. Tam regulują nastrój dziecka. Są one dla niemowlęcia nagrodą, zachęcają do dalszego picia, wzmacniają więź dziecka z matką i czynią dziecko sennym. Być może igła jest dla narkomana tym czym matczyna pierś dla noworodka. Kurczęta, którym wstrzyknięto egzorfiny, znacznie łatwiej znosiły oddzielenie od kury niż grupa kontrolna. Egzorfiny mogą mieć zatem zdolność wpływania na zachowania społeczne. Ssaki za pomocą substancji w mleku sterują przemianą materii swojego potomstwa, regulują jego wzrost oraz uczucia. 



CZY PSZENICA POWODUJE SCHIZOFRENIĘ? 


Na tym jednak nie kończy się kwestia egzorfin. Jeżeli trawieniu poddamy zwyczajne pokarmy takie jak mięso i pszenica, także będą uwolnione opiaty podobne do tych w mleku matki. Egzorfina z białek pszenicy okazuje się nawet sto razy mocniejsza niż sama morfina! Teraz już wiemy dlaczego bułeczki i ciasta z jasnej mąki mogą powodować zaparcia. Egzorfiny "uspokajają jelito".

Dzięki temu możemy znaleźć wyjaśnienie pewnej dawnej obserwacji: stan wielu schizofreników może się polepszyć jeżeli wykreślą oni ze swojego jadłospisu pszenicę. Kiedy powrócą do pszenicy, powraca schizofrenia. Naturalnie nie oznacza to, że wszyscy stają się schizofrenikami od pszenicy. Pokazuje to tylko, że produkt, który dla wielu ludzi jest całkowicie niezbędny, nielicznym może szkodzić.  


Nasze codzienne artykuły spożywcze mają zatem moc wpływania na psychikę. To z jaką wrażliwością człowiek na nie reaguje, jest bardzo różne u różnych osób. Jak dotąd jesteśmy na początku badań. Być może jednak kiedyś będziemy mogli z pomocą egzorfin zrozumieć zależności między odżywianiem, psychiką a zdrowiem. Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką narkotycznego oddziaływania jedzenia na nasz organizm wpadnij jutro przeczytać o kawie. Jak myślisz dlaczego kawa stymuluje nasz nastrój? 




źródła: 
1. "Mózg: fascynacje, problemy, tajemnice" J.Vetulani, Homini
2. "Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia" U. Pollmer, A. Fock, G. Karin















poniedziałek, 6 lipca 2015

Jak wygrać z cukrem?




Nie uwierzę, że ktokolwiek z nas nie miewa ochoty na słodycze. Możesz zrobić sobie na nie embargo lub przez długi czas udawać, że nie istnieją lecz i tak pewnego dnia pokusa będzie tak bardzo Cię drażnić, że jej ulegniesz. I nie należy z tym walczyć za wszelką cenę.

Natychmiastowe żądanie cukru (napad na jedzenie) jest reakcją obronną naszego mózgu, która pojawia się, kiedy przez dłuższy czas celowo ucinamy kalorie niezbędne do funkcjonowania organizmu i nie pozwalamy aby to mózg regulował nasz apetyt i ilość zjadanego pożywienia. Nie twierdzę jednak, że powinniśmy spełniać wszystkie jego samolubne zachcianki. Jeśli chcesz wiedzieć jak wytrenować swoją centralę sterowania w taki sposób, żeby osiągnąć równowagę emocjonalną i energetyczną która przekłada się na odpowiednią masę ciała wpadnij TUTAJ.


A dzisiaj o tym jak wygrać z cukrem.


Nawet podczas jedzenia Twojego ulubionego dania odczuwasz postępujący spadek przyjemności. Zjawisko to określa się mianem sytości sensorycznie specyficznej. Oznacza to, że w miarę spożywania tego samego produktu tracimy smak. Często dzieje się tak, że tracąc ochotę na aktualnie spożywany pokarm sięgamy po inny, odmienny pod względem sensorycznym. Doświadczamy tego np. po obiedzie. Niejeden z nas chętnie sięga po ciasteczko czy kawałek czekolady, które są przeciwieństwem smakowym obiadu. Dlatego w praktyce – warto zwrócić uwagę na planowanie i przygotowywanie posiłków, tak by były one różnorodne smakowo a przez to pełniej zaspokajały potrzeby pokarmowe. Podczas komponowania dania staraj się wykorzystywać składniki o odmiennych smakach i kolorach.

Spójrz na tę piękną ilustrację. Natura oferuje najbogatszą gamę atrakcyjnych i niepowtarzalnych smaków, które współcześnie niszczy przemysł i technologia. Znam ludzi, którzy nie potrafią zjeść nawet całego jabłka, bo wydaje im się za mało słodkie. To smutna wiadomość, oznaczająca, że człowiek jest już na tyle popsuty, że nie potrafi cieszyć się z najpiękniejszych prezentów przyrody, której nie trzeba poprawiać. Tymczasem świeże owoce i warzywa tworzą nieograniczoną przestrzeń w sferze kulinarnej, o walorach smakowych przekraczających najśmielsze oczekiwania. Spróbuj i Ty. Obiecuję, że na blogu będzie pojawiało się coraz więcej moich improwizacji roślinnych. Dzielmy się tym co dobre!


Kto powiedział, że trzeba na dobre rozstać się ze słodyczami aby uwolnić się od destrukcyjnego cukru? A co z czekoladą, domowymi wypiekami i lodami? Jest na to sposób. Po prostu zrób je sam! Będziesz miał pewność, jakich użyłeś składników. Na fotografii wyżej moja ulubiona tarta jaglana z surowym kakao, na spodzie orzechowo-daktylowym. Całkowicie bez pieczenia. Lody też nie są wymagające, można je zrobić samodzielnie w domu… np. z bananów! Wystarczy zmiksować je z ulubionymi dodatkami i umieścić w zamrażalce, od czasu do czasu mieszając masę. Są naprawdę pyszne i nie potrzebują żadnego śmieciowego cukru ani ulepszaczy! To jak, dasz się namówić? 


Owoce same w sobie zawierają cukier, zwany fruktozą. Dzięki temu, że podnosi ona łagodnie stężenie cukru we krwi nie wymusza ona na trzustce wydzielania dużych dawek insuliny do krwioobiegu, co jest korzystnym efektem dla diabetyków. Znana również jest jej ciemna strona. W wątrobie fruktoza może być przekształcona w glukozę i odbudowywana do glikogenu lub wykorzystywana do jej rezerw energetycznych. W organizmie możemy znaleźć niewielkie ilości fruktozy jedynie w soczewce oka oraz w nasieniu. Glukoza natomiast może być transportowana i wykorzystywana w wielu tkankach np. mięśniach. Zatem jeżeli fruktoza dostarczona do wątroby nie może być zmagazynowana w postaci glikogenu, jest zamieniana w tłuszcz! Ponadto fruktoza w dużych ilościach działa szkodliwie na wątrobę, mogąc powodować jej stłuszczenie lub nawet martwicę (ma podobny metabolizm do etanolu). Sprzyja również wzrostowi poziomu trójglicerydów we krwi. Stąd też może przyczyniać się do pojawienia się miażdżycy. Jedz zatem owoce w rozsądnych ilościach. W naturze, zawierają one cenny błonnik, witaminy i minerały oraz polifenole. W przypadku produktów słodzonych fruktozą jej ilość jest znacznie większa i pozbawiona składników „ochronnych” . Jeżeli zatem nie chcesz, aby Twoje pożywienie pod przykrywką „niskoenergetycznego” jeszcze bardziej przybliżyło Cię do odkładania się tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha, zwracaj uwagę aby wybierane przez Ciebie produkty nie były słodzone fruktozą czy też nie miały dodatku HFCS -> wysokofruktozowego syropu kukurydzianego.


Od przyjemności do uzależnienia? Zjedzenie smacznego obiadu powoduje wzrost dopaminy o ok. 50%, seks – 100%. Istnieją jednak inne sposoby, substancje, które z powodzeniem i znacznie bardziej pobudzają nasz układ nagrody. Alkohol pobudza wydzielanie dopaminy do 200%, nikotyna do 225%, a amfetamina nawet do 1000%! Czy jedzenie jest dla Ciebie formą nagrody i czy sprawia Ci radość? Jeżeli Twoja odpowiedź brzmi „tak”, pomyśl o pięciu rzeczach, które sprawiają Ci przyjemność i wybierz tę, która może zastąpić Ci jedzenie w chwilach, gdy potrzebujesz zmienić negatywne emocje.


Słodkie śniadanie nie tylko będzie przyjemnym rozpoczęciem dnia ale przede wszystkim rewolucyjną pobudką dla Twojego organizmu. Dodając świeże owoce np. do pełnoziarnistych naleśników nie tylko odżywisz ciało i umysł i podkręcisz metabolizm ale również ugasisz ochotę na słodycze w ciągu dnia. 


Czy na widok tych ciasteczek na obrazku, najchętniej rzuciłbyś im się na pożarcie? Wszechobecne reklamy niesamowicie mącą nam w głowach. Kiedy rozpoczniesz swoją przygodę z "czystym", nieprzetworzonym jedzeniem będziesz napotykał na swojej drodze mnóstwo wyzwalaczy, które będą sprytnie manipulować Twoimi emocjami i kreować Twoje myśli. Nie pozwól na to! To Ty bądź twórcą swoich opinii. Od teraz zacznij omijać półki wypełnione sztucznymi i tandetnymi „pocieszaczami”, wśród których króluje Oreo, Milka, Snikers, Nesquik i wiele innych… Pomyśl o swoim organizmie. Czy naprawdę uważasz że jest w nim miejsce na takie śmieci? 


Czy wiesz, że badania wykazały, że witaminy, enzymy i mikroelementy zawarte w świeżo wyciśniętym soku są kilkakrotnie lepiej przyswajane i w krótszym czasie niż po spożyciu surowego warzywa lub owocu? Ponadto czas potrzebny do wchłonięcia takiego soku wynosi maksymalnie do 15 minut, kiedy surowy owoc trawi się od 4-5 godzin. Od teraz zacznij pić soki codziennie. Co Ty na to? Nie tylko wzmocnisz swój organizm i dodasz mu energii ale również zbudujesz odporność! Poza tym mamy sezon upałów, będą zatem wspaniałą alternatywą posiłków. Często również bywa, że apetyt na słodycze związany jest z występowaniem pewnych niedoborów takich jak magnez i chrom, zatem soki na ratunek! 



Według mądrości chińskich słodycz jest jednym ze smaków koniecznych do utrzymania organizmu w równowadze. Czy kiedykolwiek słyszałeś o ksylitolu? Jest to substancja naturalna pozyskiwana z brzozy. Ksylitol ma o 40 % mniej kalorii i o 75 % mniej węglowodanów niż tradycyjny cukier. Jest absorbowany i przetwarzany powoli, co powoduje bardzo małe zmiany w wydzielaniu insuliny. Ksylitol wygląda i smakuje jak cukier i nie pozostawia nieprzyjemnego posmaku. Ponad 1500 badań naukowych dowiodło, że im więcej spożywa się ksylitolu, tym bardziej jest się w stanie wyeliminować łaknienie cukru, ograniczyć poziom insuliny w organizmie i zalkalizować go. Ksylitol to ogromna pomoc ku dobremu zdrowiu i długiemu życiu. Ksylitol nie fermentuje w przewodzie pokarmowym jak laktoza, sacharoza, fruktoza, glukoza. Tak jak cukier można go stosować w wysokich temperaturach.

Przygotuj się na słabsze momenty. Natrętne myśli o jedzeniu przekłuj ciekawym, wymagającym zaangażowania zajęciem. Kiedy „wpoisz się„w jakieś działanie całym sobą poczujesz jak moc negatywnych myśli opuszcza Cię a Ty możesz cieszyć się pełną świadomością siebie i wolnością wyboru.

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale uwierz- warto!